Galeria LESCER
Dom Rodziny Wisłockich
ul. Pionierów 11/13, Zalesie Górne
7.02. - 15.03.2026
(tylko w soboty i niedziele w godz. 12-17)
Marek Zürn: Mazowsze i okolice w latach 60-tych
Umiejętność opowiadania zwykłych sytuacji
Ostatnio ma miejsce ciekawe zjawisko. Wracamy do czasów minionych, może nie tak całkiem odległych. W fotografii przejawia się to sięganiem do archiwów, z reguły do negatywów, które przetrwały. W jakimś sensie zjawisko to antycypowaliśmy już blisko 30 lat temu, kiedy w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie zorganizowaliśmy wystawę Tadeusza Rolke pt. „Fotografowałem lata 60. i nie tylko…”. Wystawa ta cieszyła się ogromnym powodzeniem, była potem prezentowana w nieco zmodyfikowanych zestawach w wielu miastach w Polsce i za granicą (Wilno, Bratysława, Berlin, Paryż, Nancy, Oslo). Otworzyła ona po raz pierwszy możliwość spojrzenia na dorobek fotografa, który z racji jego nieobecności w kraju jak i braku wystaw i publikacji nie był wtedy zbyt znany. Tadeusz Rolke odzyskał tym samym należne mu miejsce na mapie fotograficznej i wkrótce stał się jednym z najbardziej znanych i uznanych fotografów. Oczywiście nie nastąpiło to od razu, została w to włożona jego praca oraz wielu innych osób i instytucji. Toteż kiedy odszedł w ubiegłym roku można powiedzieć, że był fotografem spełnionym.
Niedawno wydany album Grzegorza Rogali, który przedstawiliśmy na łamach Fototapety w ubiegłym roku to również sięgnięcie do własnych zasobów, czyli negatywów naświetlonych przed ponad 40 laty. Tak powstała ta ciekawa publikacja, a niedługo będziemy mogli zobaczyć te nigdy wcześniej nie wykonane odbitki na wystawie w Warszawie.
Marek Zürn: Mazowsze i okolice w latach 60-tychWydawnictwo SFP Panoramix, 2025
ISBN 978-83-956817-8-7
W jakimś sensie podobna historia dotyczy zdjęć Marka Zürna. Po raz pierwszy wystawione w Galerii Fokus w Siedlcach w lecie ubiegłego roku wzbudziły bardzo duże zainteresowanie. Razem z wystawą pojawił się starannie wydany album. „Mazowsze i okolice w latach 60-tych”. I to właśnie ta wystawa została otwarta w ubiegłym tygodniu w galerii Lescer, mieszczącej się w Domu Rodziny Wisłockich w Zalesiu Górnym. Niewielkie fotografie eksponowane są w kilku salach wszystkie w jednym formacie. O tym, jak doszło do ich zeskanowania, opowiada Ewa Wojtasik:
Trudno ująć w słowach wszystkie emocje, które towarzyszyły nam podczas skanowania archiwum Marka. Dla niego – jak sądzę – była to przede wszystkim ogromna radość ponownego spotkania z własnymi zdjęciami, często po raz pierwszy od ponad pięćdziesięciu lat. Oglądając je dziś, miał świadomość, że wiele z nich nabrało wartości historycznej. Ale był w tym także osobisty wymiar: powrót wspomnień, ożywienie obrazów z dawnych lat. W końcu – jak sam mówi – fotografia to nasza dodatkowa pamięć.
Z mojej perspektywy ten proces był pełen zachwytu. Skanując każdą klatkę, nie mogłam się nadziwić wrażliwości Marka i jego niezwykłemu talentowi opowiadania o świecie poprzez obraz. Jego fotografie są świadectwem autentycznej ciekawości wobec ludzi i rzeczywistości – tej codziennej, często niezauważanej przez innych. Marek widzi i czuje więcej. Tam, gdzie inni przechodzą obojętnie, on zatrzymuje się, dostrzega, rejestruje. I właśnie ta uważność czyni jego zdjęcia tak poruszającymi.
Cieszę się, że udało mi się – na zwykłym skanerze Canona z przystawką do negatywów i slajdów – zeskanować całe archiwum Marka, obejmujące ponad 20 tysięcy klatek. Dla mnie była to praca z serca, krok po kroku, bez pośpiechu, z szacunkiem dla każdej opowieści ukrytej w obrazie.
Najważniejsze jednak jest to, że zdjęcia, które Marek robił w Polsce w latach 60-tych, nie pozostaną już w zamkniętej szufladzie. Zyskają nowe życie – w albumie i na wystawie, dostępne dla wszystkich, którzy chcą zobaczyć świat jego oczami. Wszystkie negatywy dotyczące tego okresu Marek przekazał na własność Fundacji Ośrodka KARTA – instytucji, która dokumentuje świadectwa historii. Dzięki temu to niezwykłe archiwum będzie mogło służyć kolejnym pokoleniom.
To co wybija się w tej relacji to trafna obserwacja. Nie powstałby ten zbiór gdyby nie wrażliwość fotografa i jego umiejętność opowiadania zwykłych sytuacji. Marek Zürn doskonale wyczuwał zwykłą codzienność, która w jego kadrach stawała się za każdym razem wydarzeniem albo poetyckim wręcz ujęciem wynikającym z jego wrażliwości i umiejętności obserwacji.
Otwarcie wystawy w Zalesiu Górnym zgromadziło bardzo liczną publiczność, która bardzo szczelnie wypełniła niewielkie sale niskiego parteru willi Rodziny Wisłockich. Wystawa została wyposażona również w elementy scenograficzne z epoki np. stylowy fotel, czerwony ebonitowy telefon stacjonarny, butelka z porcelanowym korkiem tzw. „krachla”, ceramiczne świeczniki i zastawa do herbaty z Bolesławca. Niektórzy goście pojawili się nawet ze starymi aparatami fotograficznymi z epoki. Można było dostrzec mieszkowego Voigtländera czy słynne już kultowe Ami w gustownym futerale.
Podczas wernisażu głos zabrał Piotr Jaxa-Kwiatkowski, który jak się okazało znał Marka Zürna jeszcze z czasów szkolnych i harcerskich. Marek Zürn był jego zastępowym w Warszawskiej Drużynie Harcerskiej 121. Razem jeździli na obozy i połączyła ich fotografia. Marek Zürn miał czeski ebonitowy aparat Pionýr. a Piotr Jaxa podobny polskiej produkcji, bardzo wtedy popularny DRUH. Oba aparaty na szeroki film, najczęściej marki FOTON. Filmy te charakteryzowały się ogromnym ziarnem i małą czułością co może wtedy było czymś ograniczającym możliwości techniczne, ale teraz na nowo staje się świadomie używanym, celowo użytym środkiem artystycznym w fotografii analogowej. „Fotografowaliśmy cały czas” – jak powiedział Piotr Jaxa. Na wystawie są dwa zdjęcia na których się sam odnalazł. Na jednym z nich jest sfotografowany jak już po szkole filmowej kręcił materiał dla Polskiej Kroniki Filmowej. Był to jego pierwszy materiał filmowy o latarniku, który zapalał gazowe latarnie. Razem chodzili na wycieczki np. do Puszczy Kampinowskiej, przez pewien czas mieli wspólną ciemnię.
„Jak dzisiaj patrzę na zdjęcia Marka to jest fantastyczna kolekcja, naprawdę! Odkrycie, coś jak Vivian Maier! Marka nie interesowało sprzedawanie zdjęć. On był socjologiem, jeździł po świecie i robił bardzo dużo różnego rodzaju naukowych badań. I przy okazji fotografował, naprawdę fantastycznie! I co ciekawe: on ciągle fotografuje!”
Tak się składa, że wspomniana przez Piotra Jaxę Vivian Maier obchodziłaby niedawno setną rocznicę urodzin, dokładnie 1 lutego. Dodajmy, że jest to również rocznica istnienia FOTOTAPETY w sieci, już dwudziesta dziewiąta w tym roku. I być może dobrze się złożyło, że akurat w tym momencie otworzyła się wystawa Marka Zürna, która tak dobrze i właściwie uświetnia poniekąd te rocznice.
Nic nie ujmując organizatorom należałoby koniecznie pokazać tę wystawę może w bardziej jeszcze rozbudowanej formie (w większym wyborze i większych formatach) w Domu Spotkań z Historią przy ulicy Karowej w Warszawie, który od lat ma znakomitą tradycję w realizowania tego typu projektów fotograficznych, tak ważnych i mających trwałe znaczenie nie tylko dla fotografii, ale i dla naszej historii.
Marek Grygiel
Marek Zürn
ur. w 1942, studia socjologiczne na Uniwersytecie Warszawskim, Studium Historii i Teorii Filmu w PWSFTiTV w Łodzi. Praca w Instytucie Turystki, Instytucie Kultury i OBOP przy TVP. Liczne podróże. Realizacja filmów dokumentalnych w Azji i w Polsce. Od 1985 mieszka w Szwecji. Operator w dzienniku szwedzkiej telewizji, przed emeryturą nauczyciel przygotowujący w liceum młodzież do zawodów związanych z pracą dziennikarską w radiu oraz w filmie.
Zobacz też:
W FOTOTAPECIE poprzednio m.in.:
- Grzegorz Rogala Moja pamięć analogowa - album, wyd. Akademia WIT, Warszawa 2025
- Wystawa Tadeusza Rolke "Fotografowałem lata sześćdziesiąte i nie tylko..." , Centrum Sztuki Współczesnej - Piwnice Zamku Ujazdowskiego, 1997
Copyright © 1997-2026 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2026 Zeta-Media Inc.